Uzdrawianie i odpowiedzialność

W kontekście niedawnych relacji medialnych, odnośnie nadużyć, o które oskarżany jest słynny “uzdrowiciel z Brazylii”, dzielę się ważną dla mnie kwestią odpowiedzialności w relacji terapeutycznej.
W relacji pomocowej (terapeutycznej) biorą udział dwie DOROSŁE osoby: klient i terapeuta (lekarz/uzdrowiciel, etc.), więc można by przypuszczać, że obie te osoby są za siebie odpowiedzialne. Jednak, często zdarza się tak, że będąc w roli klienta/pacjenta zapominamy o swojej odpowiedzialności za nasze własne życie i chętnie oddajemy ją osobie pomagającej (terapeucie/lekarzowi/uzdrowicielowi), uznając niejako, że skoro przychodzimy do “specjalisty”, to tenże specjalista WIE LEPIEJ od nas, co nam dolega i co nam może pomóc, czy wręcz jest w stanie NAS UZDROWIĆ, czyli: uwolnić nas od bólu, rozwiązać ZA NAS NASZE problemy, czy wręcz w cudowny sposób sprawić, aby nasze życie nagle całkowicie się odmieniło, BEZ ŻADNEGO WYSIŁKU Z NASZEJ STRONY. Więc, zgodnie z zasadą: klient płaci i wymaga, zgodnie z oczekiwaniem i wyobrażeniem klienta, w tym modelu “pomocy” usługa wygląda następująco: klient przychodzi do specjalisty (od duszy, od ciała, od psyche), opowiada o objawach, wysłuchuje diagnozy, otrzymuje remedium/uzdrowienie/panaceum/uwolnienie, płaci za wizytę, odchodzi wolny od objawu i szczęśliwy – problem z głowy.
Tylko, czy klient, który TAK to sobie wyobraża, ma świadomość, co właśnie się stało, co właśnie zrobił ze swoją osobistą mocą? (tak, nawet w bólu, cierpieniu, chorobie, cały czas dysponujemy NASZĄ OSOBISTĄ MOCĄ, której wyrazem jest NASZA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE). Klient, który oddaje odpowiedzialność za swoje życie drugiej osobie, czyniąc ją tym samym WIĘKSZĄ I POTĘŻNIEJSZĄ OD SIEBIE, oddaje jej także swoją osobistą MOC i staje się całkowicie bezbronny i podatny na manipulację i wykorzystanie.
Odnosząc powyższe do sytuacji z mediów: jak potoczyłaby się sprawa, gdyby dana kobieta, która przychodzi po pomoc do “uzdrowiciela z Brazylii”, nie oddała mu odpowiedzialności za swoje życie i tym samym pozostała przy swojej mocy trzeźwej oceny sytuacji, aby na czas mu się przeciwstawić? Czy manipulator miałby jakiekolwiek szanse, aby dokonać nadużycia? Kiedy nadużycie JEST MOŻLIWE? – Kiedy pozbawiamy SIEBIE SWOJEJ WŁASNEJ MOCY oddając odpowiedzialność za nasze życie innym ludziom. Wtedy zachowujemy się jak małe dzieci – bezbronne i całkowicie zdane na łaskę i niełaskę dużych i silnych (żeby nie powiedzieć: wszechmocnych) dorosłych. I bywa, że zostanie to wykorzystane przeciwko nam. I wierzę, że są to przypadki marginalne, ale na tyle bolesne, że zdecydowałam się o tym napisać, aby każdy kto korzysta, czy zdaje się na pomoc drugiego człowieka, miał świadomość tego, jak wielką może zapłacić cenę, oddając odpowiedzialność za swoje życie innej osobie.
Więc co jest GWARANTEM naszego BEZPIECZEŃSTWA kiedy jesteśmy klientem w relacji “pomocowej”? Tak, zawsze branie odpowiedzialności za siebie, pozostawanie przytomnym, poczytalnym, uważne słuchanie, co druga osoba do nas mówi i obserwowanie tego, co nam to robi, czyli CZUCIE Z CIAŁA – “jak mi z tym jest?” – lekko, ciężko, dobrze, źle, mam ochotę zostać, mam ochotę wyjść, ufam mu/nie ufam, może się boję? I bieżący monitoring sytuacji podczas sesji: kiedy czuję dyskomfort, to przyznaję się przed sobą do tego co czuję, kiedy przekraczane są moje granice, to przyznaję się do tego i odpowiednio reaguję – mówię: STOP! Nie kontynuuję spotkania z osobą, która chce naruszyć, bądź narusza MOJE GRANICE, nawet gdyby CAŁY ŚWIAT OKRZYKNĄŁ JĄ BOGIEM.
Bo tak naprawdę KAŻDY Z NAS jest równie POTĘŻNĄ ISTOTĄ, zdolną do SAMODZIELNEGO dokonania CUDU UZDROWIENIA. Potrzebujemy tylko sobie o tym przypomnieć i nie bać się POPATRZEĆ NA SIEBIE SAMEGO. Z miłością, z darem wybaczenia sobie, odpuszczenia, przeoczenia tego, co w sobie z taką pasją zwalczamy. I będzie dobrze. JEST DOBRZE. Wraca MOC i SIŁA i RADOŚĆ.
I tego Państwu i sobie życzę na te Święta, aby każdy z nas przebaczył SOBIE i przyjął SIEBIE z tym wszystkim, co niedoskonałe, co haczy, boli, uwiera. A wtedy – dokona się CUD – CUD pojednania z samym sobą i uzdrowienia. Wróci miłość, moc i radość.
I na innych patrzeć będzie lżej 😉 <3

Kiedy dziecko trzyma rodziców przy sobie..

Kiedy patrzę na dzieci, to widzę jak wiele je kosztuje TRZYMANIE RODZICÓW PRZY SOBIE..ile robią i jak wielką płacą cenę, aby ich rodzice się nie rozstali, bywa, że jest to cena choroby. Tak, jakby dziecko za pomocą objawów, z całych sił przyciągało rodziców ku sobie. Jakby jedynym celem jego życia było to, aby relacja rodziców trwała..

Bywa, że także już po rozstaniu rodziców, dziecko nadal ze wszystkich sił – trzyma ich razem. Może wtedy odczuwać różnego rodzaju bóle w ciele (tak, jakby starało się utrzymać przy sobie dwa rozjeżdżające się kontynenty), osłabienie, brak energii (tyle je to kosztuje), niemożność skoncentrowania uwagi na tym, co tu i teraz (bo jego cała uwaga skierowana jest właśnie na rodziców – tak bardzo chce im pomóc). Stąd złe wyniki w szkole, a rodzic się denerwuje, stosuje kary, by zmotywować dziecko do nauki..krzyczy, czasem uderzy..

Popatrz na swoje dziecko w kontekście Twojej relacji z partnerem/partnerką (Tatą/Mamą dziecka). Popatrz uważnie i prawdziwie. I zobacz, jak wiele Wasze dziecko DLA WAS (czasem ZA WAS) robi. I uznając to pomóż mu. Stań w miejscu, w którym ono stoi i popatrz z jego perspektywy na Waszą relację. I poczuj, czy łatwo jest TAM stać. Co czuje Wasze dziecko, kiedy właśnie TAM stoi. Między Wami.
Może się okazać, że ta sytuacja przypomina Twoją perspektywę z czasów dzieciństwa.
I tak jest przekazywana dalej – z pokolenia na pokolenie – historia konfliktów, zranień, chorób i cierpienia.

Chyba, że Ty zdecydujesz się ją uzdrowić. Dla siebie, Twojego dziecka i przyszłych pokoleń. Możesz to zrobić, świadomie podejmując taką decyzję. I odważnie stanąć
w prawdzie, patrząc z otwartymi oczami i sercem na to, co było i na to co jest.
To może okazać się najlepszą diagnozą – dla Ciebie, bo dla dziecka żadna diagnoza
już nie będzie potrzebna. Ani kuracja, kiedy Ty zajmiesz się uzdrawianiem swojej Duszy i swojego Życia. Jak dorosły – świadomie, odpowiedzialnie, konsekwentnie, prawdziwie.

 

(zdjęcie z Internetu – dziękuję pięknie Autorowi)

Dwa rodzaje odwagi

Dziś odkryłam, że istnieją we mnie dwa rodzaje odwagi:
– pierwsza – prowadzi mnie w głąb siebie, abym mogła doświadczyć tego, kim jestem, popatrzeć na siebie w prawdzie wszystkich moich aspektów – tych lubianych i tych odrzucanych; dalej, wiedzie mnie pierwsza odwaga przez piękne, a czasem trudne wspomnienia aż do moich początków oraz łączy mnie z doświadczeniami i Losem moich Przodków. Patrz – mówi – a zrozumiesz.
A ja podążam za nią w ciszy, patrzę, obejmuję sercem i rozumiem, widząc całą swoją drogę.
I tutaj się uspakajam i zatrzymuję.

A kiedy wykonam już całą tę pracę, pojawia się ta druga odwaga i wyciąga ku mnie rękę. Chodź – mówi – pokażę Ci Świat.
I prowadzi mnie do Życia. Ku nowym doświadczeniom, ku nowym radościom, odkryciom, smutkom, spotkaniom..

Ta druga bez tej pierwszej jest ślepa i bywa, że pędzi na oślep bez opamiętania
– by bezrefleksyjnie doświadczać..

Ta pierwsza bez tej drugiej – stoi w bezruchu i kroku wykonać nie może,
zapatrzona w dal..

Dopiero, kiedy obie na siebie popatrzą i wyciągną ku sobie dłonie, uśmiechną się
do siebie w rozpoznaniu bliźniaczych mocy.
Dopiero kiedy prowadzą mnie obie, mogę działać w harmonii.

(zdjęcie z internetu – dziękuję pięknie Autorowi)

Popatrzeć na TO CO JEST

Popatrzeć na to co jest..
Jak czasem trudno.
Nie zajadać, nie zapracowywać, nie zagłuszać zakupami, aktywnościami, obowiązkami, używkami, krzykiem.. … …
Tylko..
Zatrzymać się, usiąść w ciszy, w bezpiecznym miejscu.. 
Tylko ze sobą..
I zacząć oddychać.
Spokojnie, łagodnie dla siebie..
I przenieść całą swoją uwagę z tych wszystkich ważnych spraw „tam” – na siebie „tu”.
I powoli, w tym oddechu, otwierać się na czucie..
Tego, co w głowie..
Tego, co w klatce piersiowej..
Tego, co w brzuchu..
Tego, co w ramionach, nogach, plecach.. … …
Czuć i obserwować..
Siebie..

Pozwalając sobie czuć, to co zostało gdzieś „upchnięte” wtedy, kiedy się pojawiło, ale „tam, wtedy” nie było na to przestrzeni lub było to zbyt duże i ciężkie, żeby to przeżyć..
Więc poszedł rozkaz do ciała: „groźba utraty równowagi/kontroli/życia – odciąć czucie”.
Wejdź uwagą i skieruj oddech do tego miejsca w ciele, gdzie tamto uczucie zostało zablokowane.
Jakaś emocja – więc także jakaś energia – została tam zamrożona.. Być może już bardzo dawno temu.. I do dziś ten obszar jest dla Ciebie NIEDOSTĘPNY.
Im więcej takich miejsc w Twoim ciele, tym mniej czucia, mniej obecności na co dzień, mniej wrażliwości, zmysłowości, radości, energii – MNIEJ ŻYCIA W TOBIE.
Wiec jeśli chcesz je odzyskać: swoje ciało, odczuwanie, przyjemność płynącą z najczulszego, najsubtelniejszego dotyku, energię, witalność – to zacznij oddychać i powoli, miejsce po miejscu, pozwalaj sobie czuć to, co kiedyś być może w swojej wielkiej intensywności – mogłoby Cię zabić.
„Dziś jestem duży/duża” – powiedz i stań odważnie i otwarcie do tego, na co dziś masz siłę popatrzeć.
Tylko Ty możesz tego dokonać – tylko Ty możesz siebie uzdrowić z ran przeszłości..

A ja..? Będę tam razem z Tobą, by czuć i patrzeć..
Na to, co w Tobie trudne.. Bolesne, wstydliwe, odrzucone..
I wiesz co? Ja też tak mam, więc znam to dobrze. Co więcej, każdy z nas, Ludzi, ma takie miejsca w sobie.. Nikt nie został z tego „cudownie” wyłączony.. Wprost przeciwnie – tak wiele nas łączy.. w naszych „słabościach”..

Dokąd zabierze nas ta podróż?
Wrócimy – być może już ostatni raz – do tych odległych miejsc,
w których Dusza utknęła przy kimś drogim,
aby walczyć w jakiejś starej sprawie..

Po co tam wracamy?
Aby to, co utracone, zostało odnalezione,
to, co podzielone – mogło się połączyć,
to, co utraciło godność, znalazło szacunek i pokój,
aby Miłość i Życie znalazły do nas nową drogę,
a my – nasze własne miejsce.
Pogodzeni i uwolnieni od przeszłości
– do Życia, które dziś w nas zakwita..

Zapraszam serdecznie na moje warsztaty
w Akademii Świadomego Człowieka w Gdańsku.

Śpiąca Królewna.. z Tramwaju

Jadę tramwajem, patrzę i widzę. Stoi dziewczyna, wzrok zawieszony gdzieś w oddali, żywa a jednak jakaś nieobecna. „Śpiąca Królewna” myślę sobie i od razu czuję, że nie jest to komplement. I patrzę – na swoją wewnętrzną „Śpiacą Królewnę”. I czuję, skąd przychodzi, kim jest, skąd się wzięła..? Co takiego się stało, że postanowiła się zamrozić w odrętwieniu, by nie czuć, nie kochać, nie żyć..? I patrzę na nią i już rozumiem. I biorę ją w ramiona, taką nieobecną, a jednak – moją. Widzę Cię – wybacz mi – przepraszam, że Cię odtrącałam, oskarżałam, wypierałam się Ciebie. Dziś Cię przyjmuję do siebie, do serca i dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś, za ochronę w tamtym trudnym czasie. Dziś już potrafię inaczej, ale pamięć o Tobie żyje we mnie. Dziękuję, że mogłam Cię odnaleźć, zobaczyć i przyjąć. Jesteś ważną częścią mnie.
Dziękuję „Śpiąca Królewno” z tramwaju 💗

Jak opuścić „Stare” i wejść w „Nowe”?

Jeżeli „Stare” to przestrzeń (świadomość), w której obecnie się znajduję, której obecnie doświadczam, a „Nowe”, to inna przestrzeń (świadomość), ta której chcę zacząć doświadczać, to aby wykonać ruch, aby postawić krok w „Nowe” potrzebuję:
1. Dokładnie rozpoznać „Stare”, czyli: doświadczyć siebie we wszystkich aspektach „Starego”, zgłębić je, zeksplorować i przeżyć do końca – stać się tym, w każdej komórce ciała i w każdej cząstce świadomości.
2. Uznać, że to moja własna ciekawość i pragnienie właśnie takiego doświadczania Życia mnie tu przywiodły i teraz, zarówno ta ciekawość, jak i to głębokie pragnienie, zostały w pełni zaspokojone = to doświadczenie się wysyciło.
3. W związku z tym: odpuszczam sobie (wybaczam sobie) całe dotychczasowe ocenianie siebie za właśnie taki sposób życia i zaprzestaję siebie za to karać; jednocześnie zaprzestaję oceniania i karania innych ludzi, których zaprosiłam do tej „gry” i którzy mi w tej grze (w tym rodzaju doświadczania Życia) służyli, najlepiej jak potrafili.
4. Uznaję wobec tego, że ten sposób doświadczania Życia został całkowicie wysycony i dlatego rezygnuję z dalszych (kolejnych) doświadczeń tego rodzaju.

Podsumowując, proces wygląda następująco: mam to już przepracowane – uznaję, że miałam pełne prawo, aby wybrać taki rodzaj doświadczenia i nie potępiam się za to – dziękuję, że mogłam tego doświadczyć – zostawiam to tu i idę dalej – doświadczyć czegoś innego, nowego.

Jak wchodzę w „Nowe”? Tak, jakbym wchodziła do krystalicznie czystego strumienia i zarazem – rodziła się na nowo: rozbieram się i pozostawiam na brzegu wszystkie stare okrycia (maski, role, wzorce zachowań, programy, określenia, oceny, przekonania, etc.) – wchodzę powoli do wody, oddycham, czuję ciało, jestem obecna i uważna na wszystko, co teraz dzieje się we mnie, otwieram się na to, co właśnie się wydarza, otwieram ramiona, otwieram serce, otwieram Duszę – zanurzam się powoli w wodzie – czuję jaka jest świeża, rześka i żywa, jaka jest piękna – kładę się w niej i pozwalam się nieść jej łagodnemu strumieniowi – płynę – coraz dalej i dalej – wolna, czysta, ufna, otwarta i doskonała w każdym ruchu..

Jedno zdanie..

Jest takie jedno zdanie, które niektórzy nieświadomie realizują w swoim życiu. Brzmi ono: „Nie chcę cię tu”. Może to być zdanie wypowiedziane wewnętrznie (wyrażone czynem) najpierw przez matkę, dokonującą aborcji, do dziecka, które zabija. Nie chcę cię tu. Jakie mogą być dalsze konsekwencje tej sytuacji? Inne dziecko w rodzinie, przejmuje na siebie emocje, jakie to zdanie wywołało w dziecku usuniętym, na przykład silną złość do matki. Tylko, czy można złościć się na matkę? Można, ale nie bezkarnie, bo nasze sumienie zaraz nas za to ukaże. Więc złościmy się na matkę, jednocześnie karząc się za to. Możemy także przekierować energię złości na siebie. Wtedy mówimy do siebie: nie chcę cię tu. Jak wygląda nasze życie, kiedy tak do siebie mówimy? Jak traktujemy siebie, swoje życie, swoje ciało? Czy możliwe jest w takiej sytuacji odniesienie jakiegokolwiek sukcesu?
A skoro mówimy tak do siebie, to do kogo jeszcze mówimy w ten sam sposób? Do każdego, kto zbliży się dostatecznie blisko, do każdego, kto stanie w polu „tu”. Może to być nasz partner, nasze dziecko, inna bliska osoba.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Po pierwsze odkrycie, że taki mechanizm w nas działa (odkrycie często długo skrywanej tajemnicy rodzinnej – może nastąpić podczas ustawienia własnego, czy w trakcie obserwacji ustawienia innej osoby).
Po drugie – „popatrzenie” na nienarodzone dziecko z miłością, uznanie go za pełnoprawnego członka rodziny, uznanie jego przynależności, wreszcie – uszanowanie jego losu i losu jego (naszej) matki.
Co znaczy „uszanowanie losu”? Wewnętrzna zgoda na to, co się wydarzyło („wypuszczenie-uwolnienie”zmarłego dziecka ze swojego życia, ze swojego ciała), wycofanie się z ocen, osądów i oskarżeń względem matki, powrót do pozycji dziecka, które względem rodzica jest małe i które uznaje, że rodzic (matka) jest duży i ma siłę niesienia swojego własnego losu, ze wszystkim,
co do niego przynależy.

W kontekście takich obserwacji, nie można bagatelizować wpływu aborcji na dalsze losy wszystkich członków rodziny – także tych, którzy dopiero się narodzą.

HOLLISTIC – Katarzyna Dembowska

„Ołowiany Żołnierzyk”

Jak pracuję, kiedy mi ufasz, kiedy otwierasz się w pełni na to, co przychodzi? Przez Ciebie, czasem z bardzo daleka. Także przeze mnie i pozwala mi widzieć i prowadzić Cię dalej. Przez to, co wydarzyło się czasem generacje temu. Ale trwa, nadal żywe w Tobie, w Twojej Duszy. A Ty nadal to niesiesz z miłością za Tych, którzy zostali – odłączeni, porzuceni, zagubieni, zapomniani, wykluczeni, wyklęci, którym odebrano prawo do życia i całe Twoje życie jest temu zadedykowane – aby Oni mogli być – przez Ciebie, w Tobie, dajesz świadectwo, robisz miejsce. Śnisz o nich, śpiewasz pieśni, każdą myślą i każdym uderzeniem serca jesteś z nimi, o nich tkasz historię Twojego życia – na ich pamiątkę, za nich, w ich miejsce.

A gdzie jest Twoje życie? Twoja własna historia, Twój własny Los, Twoje szczęście, Twoje potrzeby, Twoje talenty, Twoje własne rany? Kto się nimi zajmie? Gdzie w tym wszystkim jest Twoje prawdziwe miejsce, Człowieku?
Tak, wiem, heroiczne życie jest takie pociągające i daje taki splendor. Czymże wobec niego jest zwykłe, codzienne życie – takie małe i proste, które stoi obok Ciebie i wydaje się zupełnie nieatrakcyjne. Tak – brak w nim atrakcji – czegoś, co przyciąga uwagę (otoczenia), ekscytuje – jak wielki dramat, wielki konflikt, rozmach, wielka wojna – chcemy być ważni, wyjątkowi, czuć, że bierzemy udział w czymś naprawdę wielkim. I nie jest ważne, czy wygrywamy tę walkę, czy przegrywamy – tak naprawdę liczy się to, aby walczyć – być w ogniu, zapalać się codziennie od nowa! Ahoj Husaria! Bagnety, działa, jeźdźcy, misje, bitwy, oręż, armaty, i cały towarzyszący temu zgiełk. O tak – to dopiero jest prawdziwe Życie.

Ale czy na pewno? I jeśli „walczysz o pokój”, czy jesteś na ten pokój gotowy (gotowa) – w sobie, gotów (gotowa) na tę nieznośną ciszę, która wszystko obnaża, kiedy opadnie pył. I ten spokój, w którym Twoja Dusza ma szansę w końcu do Ciebie przemówić.

Co Ci powie?

Jesteś ciekaw(a)?

Zapraszam – HOLLISTIC – Katarzyna Dembowska

Opowieść o Miłości

– Powiedz mi Mój Ukochany, jak mam zasłużyć na Twoją miłość? Czy moje loki są wystarczająco długie, lśniące i o właściwym splocie, czy moje ciało jest wystarczająco smukłe, a jednocześnie krągłe i powabne, czy moje słowa brzmią wystarczająco śpiewnie, a ich treść wprawia Cię w zadowolenie, czy mój zapach nie zanadto Cię uwodzi i wystarczająco kusi, czy mój smak – nie nazbyt przesłodzony, a ta odrobina goryczy, czy aby wystarczająco go równoważy? Czy chód mój, niezbyt prędki, budzi lawinę Twoich zmysłów, a mój strój – nie zanadto wyzywający, ale też nie nazbyt skromny, abyś mógł się mną szczycić? Czy gesty moje nie nazbyt śmiałe, a i nie nadto omdlone? Co jeszcze mogłabym zrobić, a czego stanowczo zaniechać, abyś mnie kochał i pragnął po wieczność Mój Miły? Kim chciałbyś – a w oka mgnieniu się stanę – bo miłość Twoja i oddanie cenniejsze są dla mnie, niż moje własne życie.

– Moja Ukochana – wszystkie twe zabiegi wielce mi schlebiają i rad jestem bardzo, żem został wybrany ich obiektem. Niestety, jest jeden szkopuł znaczący bardzo: nie sposób zasłużyć na miłość, nie sposób jej wywołać, wymóc, czy siłą żadną lub wolą zatrzymać. Bo miłość, Moja Pani, w istocie to Ty i ja i wszystko dookoła, co z niej powstało i jej imię nosi. Nie sposób jej zatrzymać, bo jak rzeka przeleje się przez palce i popłynie dalej, sobie tylko znanym torem. Nie sposób nią zawładnąć, bo konstytuując wszystko, do nikogo w szczególności nie należy, więc także kupić, ni sprzedać jej nie sposób.

To w istocie natura wszechrzeczy i jej główna zasada. W miłości wszystko się spotyka, łączy, trwa i przeobraża jednocześnie i nie ma w tym paradoksu.

Gdybym więc był kolekcjonerem dzieł sztuki lub wielkim estetą, z pewnością Twoje liczne przymioty ucieszyłyby mnie wielce i przydały powodów do dumy; jestem jednakże zwykłym wędrowcem, którego Dusza upaja się drogą, wsłuchuje w odgłosy wiatru, kontempluje dzikie krajobrazy. Fascynuje mnie zgłębianie tajemnej natury rzeczy – prowadzące do Źródła Życia (Miłości). Jedynie ono może napełnić moje serce, ukoić Duszę i wyciszyć rozum, i ku Niemu będę zmierzał, nie pomny na wszelkie obietnice, przysięgi, pakty, zaklęcia, czy zobowiązania.

– Co mogę więc zrobić, abyś zechciał na mnie popatrzeć i przy mnie się zatrzymać?

– Odkryj swoją prawdziwą naturę – najpierw przed samą sobą, abym potem i ja mógł ją zgłębiać. Oto droga i miejsce naszego spotkania.