Spotkanie ze sobą

Podczas pracy z drugim człowiekiem, moim celem jest powrót Klienta do równowagi, czyli do stanu pokoju z sobą samym – i w konsekwencji – także z otoczeniem.

Podczas sesji patrzymy na to, co powoduje nie-pokój, wchodzimy z tym w kontakt, docieramy do przyczyny i zajmujemy się troskliwie tym, co tak mocno doprasza się naszej uwagi. Tak, w tej pracy chodzi głównie o uwagę, o kontakt z tym, od czego
Klient uciekał.

Dziś, podczas zbiorowej kwarantanny, kiedy obszar ucieczki mocno się skurczył,
to co doprasza się naszej uwagi może się szczególnie mocno ujawniać pod postacią lęku, apatii, obniżonego nastroju, drażliwości, czy złości. Kiedy obserwujesz takie stany/reakcje u siebie, oznacza to, że coś w Tobie dopomina się Twojej uwagi.
Tak, już na samą myśl o tym możesz poczuć się nieprzyjemnie. Warto jednak pamiętać, że przed sobą nie ma ucieczki.
I im dłużej taki stan – napięcia, czy apatii – będzie trwał, tym większe mogą być jego konsekwencje, tym bardziej, że nie ma dokąd uciec. A wokół są Twoi najbliżsi: żona, mąż, dzieci, zwierzęta domowe, rodzice, czy teściowie. I życie, którego nikt nie zatrzymał.

Więc może, zamiast generować i eskalować napięcie, masz ochotę zmierzyć się
ze swoim wewnętrznym „demonem”?
Chętnie spotkam się z Tobą telefonicznie lub online – nie potrzebujemy się widzieć, wystarczy, że się słyszymy.
To pomaga. Być może właśnie po to jest ten szczególny czas, którego nikt z nas nie planował?

„Wiosenne porządki – zaczynam od siebie”.
Zapraszam: 505-93-13-14.
Katarzyna Dembowska

 

Zdjęcie z Internetu

Powrót do Domu

Nie istnieje coś takiego jak „spokojny umysł”.
Cały spokój jest poza umysłem. Umysł nieustannie czymś się zajmuje – tworzy i przetwarza tak zwane informacje, dane, ciągi myślowe, planuje, rozstrzyga, zastanawia się, gdyba, żałuje, ponagla, kłóci się (sam ze sobą), zajmuje stanowisko, udowadnia rację, tworzy teorie, hipotezy, a potem produkuje dowody na ich „prawdziwość”. Gada, gada, gada.. Nieustannie jest w ruchu, w dążeniu ku czemuś: „musisz mieć cele w życiu, bo inaczej do niczego nie dojdziesz, cele muszą być realne (SMART), musisz widzieć siebie na końcu tej drogi, jesteś ZWYCIĘZCĄ!”.

W umyśle zawsze jest jakiś niedosyt lub brak: „nie mam pieniędzy, nie mam partnera/partnerki, nie mam wymarzonej pracy, domu, samochodu, chcę być piękna, doskonała, kochana, jedyna, podziwiana/-y, mieć władzę, kontrolę, znaczenie, chcę być kimś, Człowiekiem Sukcesu, chcę zbudować swoją markę, chcę aby o mnie mówili, pisali, chcę być SŁAWNY, chcę być milionerem..”.

W umyśle zawsze za czymś gonimy i jak tylko to osiągniemy, co się zdarza, bo realistycznie wyznaczone SMART cele jesteśmy w stanie efektywnie zrealizować, to okazuje się, że kolejne już czekają do zaplanowania i wykonania. Stajemy się robotami do realizacji zadań, które mnożą się na naszych oczach w zagęszczającym się, umykającym czasie.. Listy zadań, planery, kalendarze mają nam pomóc ustrukturyzować „nasz” czas. Biegi, siłownia, poranna joga, sauna, fitness, spacer z psem, jazda na rowerze, praca (nowe i coraz bardziej skomplikowane zadania, ambicja, zaangażowanie, ciężka praca, zostawanie po godzinach, praca w weekendy, coraz większa samodzielność w podejmowaniu decyzji, pięcie się po szczeblach kariery, kursy, coaching, mentoring, rozwój osobisty – nie możesz odstawać od innych, jak stoisz w miejscu to się cofasz, języki obce, programy komputerowe, kolejne nowe super aplikacje, metodologie, certyfikaty…….), zakupy, kosmetyczka, fryzjer, zabiegi estetyczne, zdrowa dieta albo catering, markowe ubrania, prasówka (trzeba być na bieżąco, mieć rękę na pulsie, krótki czas reakcji to twoja przewaga, nie daj się konkurencji zaskoczyć), bądź trendseterem, pisz bloga, nagrywaj vloga, stwórz jak największą grupę odbiorców, zaskakuj ich – codziennie coś nowego, żadnej nudy, dłużyzn, ma być kolorowo, dynamicznie, interesująco, zwięźle, krótko i na temat, z poczuciem humoru, w dobrej estetyce i przyjemnie, żeby widz się czegoś nauczył, ale żeby go to nie przytłoczyło, wiedza w małych dawkach, klawisze akcji – ma być interaktywnie, zaangażuj go, zarzuć haczyk – rozdawaj darmowe mini-kursy, stwórz listę mailingową, cyklicznie wydawaj newsletter..).
Ta lista nie ma końca.
Jak w Windowsie: z jednych okien otwierają się kolejne, i kolejne, i…

STOP

Gdzie jesteś Człowieku? Czujesz jeszcze cokolwiek? Czujesz swój puls?
Wierz, że oddychasz? Potrafisz się zatrzymać, czy napawa Cię to zbyt wielkim lękiem?
Czy widzisz, dokąd to wszystko ZMIERZA?
Czy tak wyobrażasz sobie szczęśliwe i spełnione Życie?
Human doing zastąpiło human being.
Kim jesteś bez TEGO WSZYSTKIEGO, bez całej tej barwnej opowieści o „sobie”?
Przelęknionym małym chłopcem? Zagubioną małą dziewczynką?
Przychodzisz do mnie i mówisz: mam zdiagnozowaną depresję, nie chce mi się wstawać z łóżka, nie mam na nic ochoty..
To nie depresja – to konsekwencje szalonego umysłu i tego, że dałeś się wciągnąć w jego plan na Twoje życie. Twój plan nie został jeszcze odkryty.
A może nie ma żadnego planu? A może nie ma niczego, ani nikogo, o co chciałbyś zaBIEGAĆ? Może wcale nie na tym polega życie?
A na czym? – zapytasz.
To właśnie jest do odkrycia. Poza umysłem. Poza czasem. Poza gonitwą..

Odkryłam tę piękną krainę dla siebie i tak: ona istnieje i dotarcie do niej jest możliwe. W sobie, jedynie w sobie, nie w świecie zewnętrznym. Kiedy wszystko się zatrzyma, kiedy staną zegary, świat zamilknie, kiedy usłyszysz i poczujesz ruch swojego serca, swój oddech, usłyszysz prawdziwe odgłosy które dochodzą do Ciebie teraz z przestrzeni w której jesteś.

To bezkresna przestrzeń spokoju, wolności, radości i mocy. I nie są to slogany, czy puste słowa. To przestrzeń z której odpadły wszelkie wytwory umysłu: strach, walka, choroby, samotność, poczucie braku, czy pustki, śmierć. To nieskończona pełnia, błogostan, Raj.
Tak, ponoć byliśmy kiedyś w Raju – tam zaczęła się nasza historia, a skonsumowanie owocu z drzewa poznania „dobrego i złego” nas stamtąd wypędziło. Skończyła się jedność, idylla, beztroska, bezwstyd,
a zaczęło. .. cierpienie: ból, wstyd, wina, osądy, walka dobra ze złem, strach, poczucie oddzielenia, pustki, izolacji..
Ze Świata Ducha wkroczyliśmy do świata umysłu, iluzji, do świata zewnętrznego. Chcieliśmy poszerzyć nasze doświadczenie, doświadczyć tego wszystkiego czym nie jesteśmy, tego wszystkiego, co nie jest Miłością..

Ale jest droga do Domu, istnieje. I jest Dom. I nic specjalnego nie trzeba robić, aby tu trafić: to tylko kwestia mojego wyboru, świadomej decyzji, gdzie chcę teraz przebywać: w świecie Ducha, pełni, w którym istnieję naprawdę,
czy w „Vegas” – świecie zewnętrznym, pełnym kolorowych neonów, nigdy niespełnionych nadziei i niedotrzymanych obietnic,
w którym zawsze będę za czymś czy za kimś biec..

Uzdrawianie duchowe

Są różne poziomy uzdrawiania. Niektórzy z nas wierzą – są przekonani, że choroba przychodzi z zewnątrz – w postaci wirusów, czy bakterii, które koniecznie muszą zostać zwalczone i wtedy powracamy do zdrowia. Choroba jest „intruzem”, który niespodziewanie, nagle wkracza do naszego spokojnego, harmonijnego życia, aby zabrać nam dobre samopoczucie i energię do działania, przynosząc ból, gorączkę, osłabienie i inne „objawy”. W takiej sytuacji idziemy do lekarza, który nas bada, ogląda, zadaje pytania, zleca badania i na tej podstawie stawia diagnozę, zgodnie z którą przypisuje leki, które mają nas „postawić na nogi”. Musimy „zwalczyć to cholerstwo”, które uniemożliwia nam codzienne funkcjonowanie. Walczymy więc za pomocą: leków przeciwbólowych, przeciwgorączkowych, antybiotyków, potężnej gamy różnej maści farmaceutyków, które mają za zadanie rozprawić się z objawami: stłumić je, wyciszyć, zabić te „złe bakterie”, zabić komórki rakowe (chemio- i radioterapia).. Zgodnie z tą koncepcją, nasze Ciało to taka maszyna, którą – kiedy się popsuje – trzeba naprawić, a choroba – to wróg, którego trzeba jak najszybciej SPACYFIKOWAĆ, tak, aby ślad po nim nie został.
Ta koncepcja zakłada, że nasze Ciało jest GŁUPIE. Tak – nie wie, jak się obronić – skoro pozwala wtargnąć wirusom, bakteriom, grzybom, pasożytom, rakowi.. i popsuć nam zdrowie. To wszystko oznacza, że nasze ciało jest SŁABE I GŁUPIE: nie umie się obronić, a potem nie wie, jak zwalczyć „intruza”. Ale, na szczęście, są osoby, które kształcą się wiele lat, aby poznać tajniki tego, jak działa nasza „maszyna” i jak poradzić sobie z niechcianymi intruzami. Te osoby są wspierane przez inne osoby, które specjalizują się z kolei w produkcji broni do walki z wrogiem. I tak, nasze ciała, w zależności od rodzaju „inwazji” i stopnia „agresji najeźdźcy” mogą w krótszym lub dłuższym czasie „wyzdrowieć”, to znaczy: pozbyć się uciążliwych objawów.
A co na to Ciało? No cóż, cena za zastosowanie rozwiązań siłowych może być bardzo różna: od utraty naturalnej równowagi ustrojowej, po gruntowne wyniszczenie organizmu, który nie ma sił na to, aby po takiej terapii powrócić do homeostazy. Nowotwór zostaje zniszczony razem z Ciałem pacjenta.
Ta koncepcja NIE BIERZE POD UWAGĘ, że ta „maszyna” jest obdarzona Duszą – pierwiastkiem duchowym, Świadomością, posiada wyższą energetykę, pomimo tego, że większość z nas to Katolicy – chodzący do Kościoła i wyznający co najmniej raz w tygodniu, że wierzą w to, że są obdarzeni Duszą i ta Dusza JEST NIEŚMIERTELNA. Chrześcijanie podążający drogą, którą wytyczył Jezus Chrystus – ten Człowiek- Syn Boży, który uzdrawiał ludzi w sposób mistyczny (nie medyczny), nawet już po śmierci ich Ciała fizycznego.
Ta koncepcja pomija fakt, że Ciało to SYSTEM SAMOORGANIZUJĄCY SIĘ, który ma nieograniczone niczym zdolności do SAMOUZDRAWIANIA i że w zasadzie samouzdrawianie to JEDYNY MECHANIZM przywracający nam PEŁNIĘ zdrowia, dobrostan i równowagę.
Ta koncepcja wreszcie zakładając, że choroba przychodzi z zewnątrz, pomija zupełnie możliwość tego, że choroba tworzy się wewnątrz nas – że to my ją de facto tworzymy, na poziomie nieświadomym – i jest ona sumą naszych napięć, lęków, stresu, rozczarowań, blokad, bólu duchowego, cierpienia, niewłaściwych decyzji, kiedy postępujemy wbrew sobie, kiedy oszukujemy samych siebie i uciekamy od samych siebie. Choroba to wołanie naszej Duszy o wysłuchanie i oprzytomnienie, opamiętanie się, powrót do samych siebie, zadbanie, zatroszczenie się o siebie – popatrzenie na siebie w prawdzie. Tak – bez tego, życie jest tylko biegiem na oślep.
 
Zgodnie więc z alternatywną koncepcją – Człowieka jako Istoty Boskiej, Duchowej, obdarzonej Wyższą Świadomością, uzdrawianie duchowe polega na samouzdrawianiu oraz uzdrawianiu innych Istot, jedynie poprzez przypominanie im kim są naprawdę – przypominanie im o ich Boskiej Naturze.
Zapytałam kiedyś pewną kobietę: po co chodzi na Mszę Świętą co niedzielę? O czym ma sobie przypominać?
A ona odpowiedziała mi: „Po to, abym pamiętała, że jestem taką słabą, ludzką istotą („puchem marnym”), która jest słaba i popełnia błędy”. NIE!! Dokładnie odwrotnie: mamy sobie przypomnieć o naszej Boskości, o naszym wspaniałym boskim pochodzeniu i pamiętać, że każdy człowiek posiada cząstkę świadomości Źródła, Stwórcy, która sprawia, że jesteśmy potężnymi kreatorami naszego własnego życia – zdrowia i choroby, dostatku i niedostatku, radości i cierpienia. Tak wiele od nas zależy, tak wielki mamy wpływ na nas samych, innych ludzi, losy tego Świata. Każdą myślą, każdym słowem, spojrzeniem, uśmiechem, grymasem, gestem, czynem DOKONUJEMY WYBORU – AKTU STWÓRCZEGO – kreujemy losy – nasze, innych i Świata.
 
Zapraszam na spotkanie z uzdrowicielem duchowym – Tadeuszem Pawłowskim. To niesamowity człowiek, który często mówi rzeczy trudne, niezrozumiałe, wymagające szerokiego obejmowania świadomością spraw ziemskich i pozaziemskich. Jest obdarzony bardzo szczególnym Darem: ma kontakt ze Świadomością Chrystusową/Światłem ze Źródła, które przekazuje poprzez dotyk, a także przesyła na odległość.
Tak, to bardzo wymagający Nauczyciel i nie każdy jest gotowy na jego lekcję. Ale czy nie podobnie wymagającym Nauczycielem jest dla człowieka choroba? Zwłaszcza ta najcięższa, bo te lżejsze możemy konsekwentnie odpychać – jak natrętną muchę, łagodzić objawy tabletkami, udawać, że przychodzą z zewnątrz, nie chcemy wiedzieć o czym nas informują.. Każda choroba jest nawoływaniem naszej Duszy do transformacji, do zmiany myślenia, sposobu w jaki żyjemy, sposobu w jaki traktujemy siebie i innych. Możesz udawać, że nie ma z Tobą związku, ale jak wiemy – wszystko jest do czasu. Nie strzelaj do posłańca..
Tadeusz jest często zapraszany do szpitali w całej Polsce i pracuje z pacjentami onkologicznymi. Jednak ich ciała są tak bardzo już wyniszczone walką z nimi, że jedyne co można dla nich zrobić, to zbudować rodzaj łagodnego mostu „na drugą stronę”, aby odeszli spokojni. Oni sami nie wierzą, że ich los może się jeszcze odmienić. To zawsze jest dla Tadeusza trudne, każde ludzkie życie, którego nie da się zawrócić z drogi ostatecznej, jest dla Tadeusza źródłem smutku – tak po ludzku, razem z bliskimi, którzy pozostają osamotnieni.
Dlatego nie ma co czekać, aż będzie za późno na pomoc, trzeba od razu patrzeć na objawy od strony duchowej – gdzie moje Ciało woła o uwagę, gdzie usadowił się konflikt – i siedzi tam być może przez długie lata, blokując swobodny przepływ energii w ciele. To są prawdziwe porządki – porządki Duchowe.
Zbliża się czas okołoświąteczny – będziemy porządkować swoje domy, szykować je na Święta, przyjęcie Jezusa, spotkania w gronie Rodziny.
Popatrzmy na swoją Duszę, posłuchajmy Ciała – co tam wymaga uporządkowania? Co woła o uwagę w nas, o wybaczenie – często samemu/samej sobie, o przewartościowanie, o pozostawienie w przeszłości, pogodzenie się, zmianę kierunku..?
Nie skupiaj się na tym wszystkim co na zewnątrz – popatrz do wewnątrz siebie, do środka. Kiedy uporządkujesz to, co wewnątrz, to – co na zewnątrz cudownie samo się odmieni :).

Projekcje

„Dziwny ten świat
Świat ludzkich spraw
Czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest
Że ktoś słowem złym
Zabija tak jak nożem”.

 

 

 

To od naszych myśli i słów zaczyna się atak na drugiego. Ten, który tego fizycznie dokonuje, stoi na samym KOŃCU tej drogi. De facto – można powiedzieć:
SAMI STWORZYLIŚMY NAPASTNIKA I WYPOSAŻYLIŚMY GO W ODWAGĘ I SIŁĘ DO DOKONANIA GWAŁTU/MORDU NA DRUGIM. TO NASZA WROGOŚĆ GO STWORZYŁA I ZASILIŁA. To na nasze zlecenie działał. Każde: „ten..taki..owaki” dołożyło swoje.
Weźmy odpowiedzialność za nasze MYŚLI, SŁOWA I CZYNY.
Przestańmy ZASILAĆ WROGOŚĆ.
STOP OCENIANIU, KRYTYKOWANIU, PRZEKLINANIU.
Zatrzymaj SIĘ zanim będzie ZA PÓŹNO.
Zatrzymaj MNIE zanim będzie ZA PÓŹNO.
Przepraszam za każde słowo wymierzone przeciwko Tobie.
Przepraszam..

Uzdrawianie i odpowiedzialność

W kontekście niedawnych relacji medialnych, odnośnie nadużyć, o które oskarżany jest słynny “uzdrowiciel z Brazylii”, dzielę się ważną dla mnie kwestią odpowiedzialności w relacji terapeutycznej.
W relacji pomocowej (terapeutycznej) biorą udział dwie DOROSŁE osoby: klient i terapeuta (lekarz/uzdrowiciel, etc.), więc można by przypuszczać, że obie te osoby są za siebie odpowiedzialne. Jednak, często zdarza się tak, że będąc w roli klienta/pacjenta zapominamy o swojej odpowiedzialności za nasze własne życie i chętnie oddajemy ją osobie pomagającej (terapeucie/lekarzowi/uzdrowicielowi), uznając niejako, że skoro przychodzimy do “specjalisty”, to tenże specjalista WIE LEPIEJ od nas, co nam dolega i co nam może pomóc, czy wręcz jest w stanie NAS UZDROWIĆ, czyli: uwolnić nas od bólu, rozwiązać ZA NAS NASZE problemy, czy wręcz w cudowny sposób sprawić, aby nasze życie nagle całkowicie się odmieniło, BEZ ŻADNEGO WYSIŁKU Z NASZEJ STRONY. Więc, zgodnie z zasadą: klient płaci i wymaga, zgodnie z oczekiwaniem i wyobrażeniem klienta, w tym modelu “pomocy” usługa wygląda następująco: klient przychodzi do specjalisty (od duszy, od ciała, od psyche), opowiada o objawach, wysłuchuje diagnozy, otrzymuje remedium/uzdrowienie/panaceum/uwolnienie, płaci za wizytę, odchodzi wolny od objawu i szczęśliwy – problem z głowy.
Tylko, czy klient, który TAK to sobie wyobraża, ma świadomość, co właśnie się stało, co właśnie zrobił ze swoją osobistą mocą? (tak, nawet w bólu, cierpieniu, chorobie, cały czas dysponujemy NASZĄ OSOBISTĄ MOCĄ, której wyrazem jest NASZA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE). Klient, który oddaje odpowiedzialność za swoje życie drugiej osobie, czyniąc ją tym samym WIĘKSZĄ I POTĘŻNIEJSZĄ OD SIEBIE, oddaje jej także swoją osobistą MOC i staje się całkowicie bezbronny i podatny na manipulację i wykorzystanie.
Odnosząc powyższe do sytuacji z mediów: jak potoczyłaby się sprawa, gdyby dana kobieta, która przychodzi po pomoc do “uzdrowiciela z Brazylii”, nie oddała mu odpowiedzialności za swoje życie i tym samym pozostała przy swojej mocy trzeźwej oceny sytuacji, aby na czas mu się przeciwstawić? Czy manipulator miałby jakiekolwiek szanse, aby dokonać nadużycia? Kiedy nadużycie JEST MOŻLIWE? – Kiedy pozbawiamy SIEBIE SWOJEJ WŁASNEJ MOCY oddając odpowiedzialność za nasze życie innym ludziom. Wtedy zachowujemy się jak małe dzieci – bezbronne i całkowicie zdane na łaskę i niełaskę dużych i silnych (żeby nie powiedzieć: wszechmocnych) dorosłych. I bywa, że zostanie to wykorzystane przeciwko nam. I wierzę, że są to przypadki marginalne, ale na tyle bolesne, że zdecydowałam się o tym napisać, aby każdy kto korzysta, czy zdaje się na pomoc drugiego człowieka, miał świadomość tego, jak wielką może zapłacić cenę, oddając odpowiedzialność za swoje życie innej osobie.
Więc co jest GWARANTEM naszego BEZPIECZEŃSTWA kiedy jesteśmy klientem w relacji “pomocowej”? Tak, zawsze branie odpowiedzialności za siebie, pozostawanie przytomnym, poczytalnym, uważne słuchanie, co druga osoba do nas mówi i obserwowanie tego, co nam to robi, czyli CZUCIE Z CIAŁA – “jak mi z tym jest?” – lekko, ciężko, dobrze, źle, mam ochotę zostać, mam ochotę wyjść, ufam mu/nie ufam, może się boję? I bieżący monitoring sytuacji podczas sesji: kiedy czuję dyskomfort, to przyznaję się przed sobą do tego co czuję, kiedy przekraczane są moje granice, to przyznaję się do tego i odpowiednio reaguję – mówię: STOP! Nie kontynuuję spotkania z osobą, która chce naruszyć, bądź narusza MOJE GRANICE, nawet gdyby CAŁY ŚWIAT OKRZYKNĄŁ JĄ BOGIEM.
Bo tak naprawdę KAŻDY Z NAS jest równie POTĘŻNĄ ISTOTĄ, zdolną do SAMODZIELNEGO dokonania CUDU UZDROWIENIA. Potrzebujemy tylko sobie o tym przypomnieć i nie bać się POPATRZEĆ NA SIEBIE SAMEGO. Z miłością, z darem wybaczenia sobie, odpuszczenia, przeoczenia tego, co w sobie z taką pasją zwalczamy. I będzie dobrze. JEST DOBRZE. Wraca MOC i SIŁA i RADOŚĆ.
I tego Państwu i sobie życzę na te Święta, aby każdy z nas przebaczył SOBIE i przyjął SIEBIE z tym wszystkim, co niedoskonałe, co haczy, boli, uwiera. A wtedy – dokona się CUD – CUD pojednania z samym sobą i uzdrowienia. Wróci miłość, moc i radość.
I na innych patrzeć będzie lżej 😉 <3

Kiedy dziecko trzyma rodziców przy sobie..

Kiedy patrzę na dzieci, to widzę jak wiele je kosztuje TRZYMANIE RODZICÓW PRZY SOBIE..ile robią i jak wielką płacą cenę, aby ich rodzice się nie rozstali, bywa, że jest to cena choroby. Tak, jakby dziecko za pomocą objawów, z całych sił przyciągało rodziców ku sobie. Jakby jedynym celem jego życia było to, aby relacja rodziców trwała..

Bywa, że także już po rozstaniu rodziców, dziecko nadal ze wszystkich sił – trzyma ich razem. Może wtedy odczuwać różnego rodzaju bóle w ciele (tak, jakby starało się utrzymać przy sobie dwa rozjeżdżające się kontynenty), osłabienie, brak energii (tyle je to kosztuje), niemożność skoncentrowania uwagi na tym, co tu i teraz (bo jego cała uwaga skierowana jest właśnie na rodziców – tak bardzo chce im pomóc). Stąd złe wyniki w szkole, a rodzic się denerwuje, stosuje kary, by zmotywować dziecko do nauki..krzyczy, czasem uderzy..

Popatrz na swoje dziecko w kontekście Twojej relacji z partnerem/partnerką (Tatą/Mamą dziecka). Popatrz uważnie i prawdziwie. I zobacz, jak wiele Wasze dziecko DLA WAS (czasem ZA WAS) robi. I uznając to pomóż mu. Stań w miejscu, w którym ono stoi i popatrz z jego perspektywy na Waszą relację. I poczuj, czy łatwo jest TAM stać. Co czuje Wasze dziecko, kiedy właśnie TAM stoi. Między Wami.
Może się okazać, że ta sytuacja przypomina Twoją perspektywę z czasów dzieciństwa.
I tak jest przekazywana dalej – z pokolenia na pokolenie – historia konfliktów, zranień, chorób i cierpienia.

Chyba, że Ty zdecydujesz się ją uzdrowić. Dla siebie, Twojego dziecka i przyszłych pokoleń. Możesz to zrobić, świadomie podejmując taką decyzję. I odważnie stanąć
w prawdzie, patrząc z otwartymi oczami i sercem na to, co było i na to co jest.
To może okazać się najlepszą diagnozą – dla Ciebie, bo dla dziecka żadna diagnoza
już nie będzie potrzebna. Ani kuracja, kiedy Ty zajmiesz się uzdrawianiem swojej Duszy i swojego Życia. Jak dorosły – świadomie, odpowiedzialnie, konsekwentnie, prawdziwie.

 

(zdjęcie z Internetu – dziękuję pięknie Autorowi)

Dwa rodzaje odwagi

Dziś odkryłam, że istnieją we mnie dwa rodzaje odwagi:
– pierwsza – prowadzi mnie w głąb siebie, abym mogła doświadczyć tego, kim jestem, popatrzeć na siebie w prawdzie wszystkich moich aspektów – tych lubianych i tych odrzucanych; dalej, wiedzie mnie pierwsza odwaga przez piękne, a czasem trudne wspomnienia aż do moich początków oraz łączy mnie z doświadczeniami i Losem moich Przodków. Patrz – mówi – a zrozumiesz.
A ja podążam za nią w ciszy, patrzę, obejmuję sercem i rozumiem, widząc całą swoją drogę.
I tutaj się uspakajam i zatrzymuję.

A kiedy wykonam już całą tę pracę, pojawia się ta druga odwaga i wyciąga ku mnie rękę. Chodź – mówi – pokażę Ci Świat.
I prowadzi mnie do Życia. Ku nowym doświadczeniom, ku nowym radościom, odkryciom, smutkom, spotkaniom..

Ta druga bez tej pierwszej jest ślepa i bywa, że pędzi na oślep bez opamiętania
– by bezrefleksyjnie doświadczać..

Ta pierwsza bez tej drugiej – stoi w bezruchu i kroku wykonać nie może,
zapatrzona w dal..

Dopiero, kiedy obie na siebie popatrzą i wyciągną ku sobie dłonie, uśmiechną się
do siebie w rozpoznaniu bliźniaczych mocy.
Dopiero kiedy prowadzą mnie obie, mogę działać w harmonii.

(zdjęcie z internetu – dziękuję pięknie Autorowi)

Popatrzeć na TO CO JEST

Popatrzeć na to co jest..
Jak czasem trudno.
Nie zajadać, nie zapracowywać, nie zagłuszać zakupami, aktywnościami, obowiązkami, używkami, krzykiem.. … …
Tylko..
Zatrzymać się, usiąść w ciszy, w bezpiecznym miejscu.. 
Tylko ze sobą..
I zacząć oddychać.
Spokojnie, łagodnie dla siebie..
I przenieść całą swoją uwagę z tych wszystkich ważnych spraw „tam” – na siebie „tu”.
I powoli, w tym oddechu, otwierać się na czucie..
Tego, co w głowie..
Tego, co w klatce piersiowej..
Tego, co w brzuchu..
Tego, co w ramionach, nogach, plecach.. … …
Czuć i obserwować..
Siebie..

Pozwalając sobie czuć, to co zostało gdzieś „upchnięte” wtedy, kiedy się pojawiło, ale „tam, wtedy” nie było na to przestrzeni lub było to zbyt duże i ciężkie, żeby to przeżyć..
Więc poszedł rozkaz do ciała: „groźba utraty równowagi/kontroli/życia – odciąć czucie”.
Wejdź uwagą i skieruj oddech do tego miejsca w ciele, gdzie tamto uczucie zostało zablokowane.
Jakaś emocja – więc także jakaś energia – została tam zamrożona.. Być może już bardzo dawno temu.. I do dziś ten obszar jest dla Ciebie NIEDOSTĘPNY.
Im więcej takich miejsc w Twoim ciele, tym mniej czucia, mniej obecności na co dzień, mniej wrażliwości, zmysłowości, radości, energii – MNIEJ ŻYCIA W TOBIE.
Wiec jeśli chcesz je odzyskać: swoje ciało, odczuwanie, przyjemność płynącą z najczulszego, najsubtelniejszego dotyku, energię, witalność – to zacznij oddychać i powoli, miejsce po miejscu, pozwalaj sobie czuć to, co kiedyś być może w swojej wielkiej intensywności – mogłoby Cię zabić.
„Dziś jestem duży/duża” – powiedz i stań odważnie i otwarcie do tego, na co dziś masz siłę popatrzeć.
Tylko Ty możesz tego dokonać – tylko Ty możesz siebie uzdrowić z ran przeszłości..

A ja..? Będę tam razem z Tobą, by czuć i patrzeć..
Na to, co w Tobie trudne.. Bolesne, wstydliwe, odrzucone..
I wiesz co? Ja też tak mam, więc znam to dobrze. Co więcej, każdy z nas, Ludzi, ma takie miejsca w sobie.. Nikt nie został z tego „cudownie” wyłączony.. Wprost przeciwnie – tak wiele nas łączy.. w naszych „słabościach”..

Dokąd zabierze nas ta podróż?
Wrócimy – być może już ostatni raz – do tych odległych miejsc,
w których Dusza utknęła przy kimś drogim,
aby walczyć w jakiejś starej sprawie..

Po co tam wracamy?
Aby to, co utracone, zostało odnalezione,
to, co podzielone – mogło się połączyć,
to, co utraciło godność, znalazło szacunek i pokój,
aby Miłość i Życie znalazły do nas nową drogę,
a my – nasze własne miejsce.
Pogodzeni i uwolnieni od przeszłości
– do Życia, które dziś w nas zakwita..

Zapraszam serdecznie na moje warsztaty
w Akademii Świadomego Człowieka w Gdańsku.

Śpiąca Królewna.. z Tramwaju

Jadę tramwajem, patrzę i widzę. Stoi dziewczyna, wzrok zawieszony gdzieś w oddali, żywa a jednak jakaś nieobecna. „Śpiąca Królewna” myślę sobie i od razu czuję, że nie jest to komplement. I patrzę – na swoją wewnętrzną „Śpiacą Królewnę”. I czuję, skąd przychodzi, kim jest, skąd się wzięła..? Co takiego się stało, że postanowiła się zamrozić w odrętwieniu, by nie czuć, nie kochać, nie żyć..? I patrzę na nią i już rozumiem. I biorę ją w ramiona, taką nieobecną, a jednak – moją. Widzę Cię – wybacz mi – przepraszam, że Cię odtrącałam, oskarżałam, wypierałam się Ciebie. Dziś Cię przyjmuję do siebie, do serca i dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś, za ochronę w tamtym trudnym czasie. Dziś już potrafię inaczej, ale pamięć o Tobie żyje we mnie. Dziękuję, że mogłam Cię odnaleźć, zobaczyć i przyjąć. Jesteś ważną częścią mnie.
Dziękuję „Śpiąca Królewno” z tramwaju 💗

Jak opuścić „Stare” i wejść w „Nowe”?

Jeżeli „Stare” to przestrzeń (świadomość), w której obecnie się znajduję, której obecnie doświadczam, a „Nowe”, to inna przestrzeń (świadomość), ta której chcę zacząć doświadczać, to aby wykonać ruch, aby postawić krok w „Nowe” potrzebuję:
1. Dokładnie rozpoznać „Stare”, czyli: doświadczyć siebie we wszystkich aspektach „Starego”, zgłębić je, zeksplorować i przeżyć do końca – stać się tym, w każdej komórce ciała i w każdej cząstce świadomości.
2. Uznać, że to moja własna ciekawość i pragnienie właśnie takiego doświadczania Życia mnie tu przywiodły i teraz, zarówno ta ciekawość, jak i to głębokie pragnienie, zostały w pełni zaspokojone = to doświadczenie się wysyciło.
3. W związku z tym: odpuszczam sobie (wybaczam sobie) całe dotychczasowe ocenianie siebie za właśnie taki sposób życia i zaprzestaję siebie za to karać; jednocześnie zaprzestaję oceniania i karania innych ludzi, których zaprosiłam do tej „gry” i którzy mi w tej grze (w tym rodzaju doświadczania Życia) służyli, najlepiej jak potrafili.
4. Uznaję wobec tego, że ten sposób doświadczania Życia został całkowicie wysycony i dlatego rezygnuję z dalszych (kolejnych) doświadczeń tego rodzaju.

Podsumowując, proces wygląda następująco: mam to już przepracowane – uznaję, że miałam pełne prawo, aby wybrać taki rodzaj doświadczenia i nie potępiam się za to – dziękuję, że mogłam tego doświadczyć – zostawiam to tu i idę dalej – doświadczyć czegoś innego, nowego.

Jak wchodzę w „Nowe”? Tak, jakbym wchodziła do krystalicznie czystego strumienia i zarazem – rodziła się na nowo: rozbieram się i pozostawiam na brzegu wszystkie stare okrycia (maski, role, wzorce zachowań, programy, określenia, oceny, przekonania, etc.) – wchodzę powoli do wody, oddycham, czuję ciało, jestem obecna i uważna na wszystko, co teraz dzieje się we mnie, otwieram się na to, co właśnie się wydarza, otwieram ramiona, otwieram serce, otwieram Duszę – zanurzam się powoli w wodzie – czuję jaka jest świeża, rześka i żywa, jaka jest piękna – kładę się w niej i pozwalam się nieść jej łagodnemu strumieniowi – płynę – coraz dalej i dalej – wolna, czysta, ufna, otwarta i doskonała w każdym ruchu..